Ostatnio, w rozmowie z moją serdeczną koleżanką, z którą nie widuję się niestety zbyt często, ale która jest wierną czytelniczką mojego bloga i wie mniej więcej co u mnie słychać, padło pytanie "czy ty jeszcze w ogóle szydełkujesz?". No to dzisiaj Was zaskoczę. Uśmiecham się, rzucam okiem na narzędzie (daleko nie muszę szukać bo leży tuż obok) i odpowiadam - tak, oczywiście, cały czas! To znaczy cały czas w tzw. międzyczasie! Co ja poradzę, że tego międzyczasu mam ostatnimi czasy mniej niż dotychczas :-)
Szydełkowanie to moje wielka pasja, pierwsza rękodzielnicza miłość, jakże mogłabym to porzucić? Ostatnio zrobiłam chociażby kilka kolorowych chust jako prezenty urodzinowe, ładnie wyszły, ale nie mam ani jednego zdjęcia, bo nie umiem robić dobrych zdjęć chustom...
Jestem w trakcie dziergania kolejnych poszewek na poduszki i czapeczek dla dzieci, tylko że kompletnie nie mam czasu ich pokazywać na blogu... Zatem szydełkowanie to taki cichy drugi plan, mało kto o nim wie, ale bez niego nie byłoby tak fajnie jak jest :-)
A dziś mam niespodziankę. Prezentuję cytrynowo-żółtą serwetkę
Serwetka ma 22 cm średnicy i zrobiona została z cienkiego kordonka w intensywnym żółtym kolorze, czysta radość!
Kolor żółty uwielbiam! Może niekoniecznie w garderobie, ale jako dodatki lub dekoracje domu jak najbardziej! Poza tym w drugiej dziedzinie, w której się wyżywam, czyli w robieniu kartek, żółty wiedzie prym! Denerwuje mnie tylko, kiedy ten kolor nie wychodzi na zdjęciach tak jak powinien, ale cóż, taka jego uroda :-)
A cytrynę jako taką najbardziej lubię w prostej formie- do herbaty, z odrobiną cukru.
Swoją pracę zgłaszam na wyzwanie
"Cykliczne kolorki" u Danusi, bo w lutym króluje cytrynowy :-)